sobota, 17 września 2011

Dzień trzeci.

Po miesiacach posuchy, dziś kolejny pościk. Tym razem o tym jak powstawał postument - czy naprawdę muszę dodawać, że w bólach?;) Kolejny raz przekonaliśmy się, że:
- to co wydaje Ci się zadaniem łatwym i niezbyt czasochłonnym okazuje się ZAWSZE trudne i trwa bez końca;
- nawet gdy już sądzisz, że zamknąłeś ten rozdział prac, na drugi dzień okaże się, że do poprawki jest jeden "drobiazg";
- wprowadzanie poprawki w życie kończy sie ZAWSZE całkowitym demontażem wcześniejszych konstrukcji, których wykonanie zabrało Ci caly poprzedni dzień;
- i możesz uważać się za prawdziwego szczęściarza, jeśli nie będziesz zmuszony wykonywać całości od samego początku:)
Koniec konców wyszlo tak:


W międzyczasie wykończyliśmy też pewien wołający o pomstę do nieba drobiazg w sypialni. Uwagi doczekała się moja wymarzona półeczka nad wezgłowiem łóżka. Niestety przy okazji wykończyliśmy też (na śmierć;)) jedną z lampek. Zbrodnia zaowocowała nowym podwójnym(!) zakupem - teraz na montaż czekają zapewne dobrze znane siostrzane lampki, tym razem białe i z połyskiem. Niestety proste rozwiązania nas nie satysfakcjonują i nudzą, dlatego lampkom obetniemy kable z przyległościami i zlutujemy bezpośrednio do przygotowanych już w ścianie przewodów (transformatory ukryliśmy już dawno temu w konstrukcji zagłówka) do tego jeszcze dochodzi zamontowanie przełączników bezpośrednio w obudowie i tak ze stojącej lampki biurkowej powstanie kinkiet:) Tym razem na dokumentację zjęciową proszę poczekać ponieważ w mieszkaniu za sprawą łazienkowego przedięwzięcia panuje CHAOS;)

Widząc nasze wysiłki Rudy postanowił się wyprowadzić:


A tymczasem kleimy w najlepsze!


Wkrótce relacja z naszego pierwszego w życiu samodzielnego cyklinowania:) 

Pozdrawiam!

3 komentarze: